Spacerowałam po jednaj z ulic Sydney. O tej porze było tu mało osób. Jednak nie przejmowałam się tym i szłam dalej.
Z każdym krokiem, wokół mnie było mniej osób. W końcu nie było nikogo.
Przyśpieszyłam kroku. Dopiero zaczęłam żałować, że wracam do domu tak późno.
Skręciłam w jedną z ulic. Wtedy zobaczyłam kogoś ,leżącego na ziemi, pośrodku ogromnej kałuży krwi. Podbiegłam do niego.
Instynkt podpowiadał, żebym uciekała. Jednak było mi szkoda tego chłopaka.
Wyciągnęłam telefon i zaczęłam wybierać numer, aby zadzwonić na pogotowie.
-Dzień dobry.-Zaczęłam mówić spanikowana.-Jestem przy ulicy Forbes 5.Jest tu ciężko ranny chłopak.
-Jak się pani nazywa?-Zadała mi pytanie kobieta.
-Annabelle Evans.
-Dobrze, dziękuje za zgłoszenie.
Pierwszy raz dzwoniłam po karetkę. Nigdy nie myślała, że będę musiała to zrobić.
-Dziękuje.-Powiedział cicho chłopak, chwytając mnie za ręke.
-Nie ma za co.-Odpowiedziałam.
-Gdyby nie ty za godzinę pewnie byłbym martwy.
-Nie przesadzaj.-Zaśmiałam się cicho.
-Czy pojedziesz ze mną do szpitala?-Zapytał chłopak.
-Raczej mi nie pozwolą, nie jestem twoją rodziną.
-Coś wymyślę.-Zapewnił mnie chłopak, po czym złożył delikatny pocałunek na moich ustach.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz